Gzubisiowe podróżeGzubisiowe przygody

Podróż samochodem-czyli lot w kosmos

Czasem nawet krótka podróż przypomina lot w kosmos, a zwłaszcza przygotowania do niej. W naszym przypadku, jest to ogromny poziom ekscytacji i nerwów przed i w trakcie podróży. Ekscytacja u Gzubisiów, a u nas nerwy. Mamy ten komfort, że mamy swój ogródek, więc Gzubisie mają gdzie się wybiegać.

Czasem zdarza się tak że musimy gdzieś wyjechać, albo robimy “dzień dziecka” i zabieramy je na jakieś mopsie szaleństwa na wybieg.

Pierwsza faza ekscytacji następuje w domu, kiedy Gzubisie widzą że zbieramy się do wyjścia i szykujemy mopsi ekwipunek, cała trójka skacze i plącze się pod nogami z miną pt. “nie zapomnij o mnie”, może boją się że powstanie “mops sam w domu” czy coś. Tak czy siak, jest to bardzo trudne przygotować się do wyjścia, nie zapomnieć niczego (i nikogo!), nie zadeptać przy tym psiaków bez podnoszenia poziomu zdenerwowania.

Kiedy już się to udaje, Mopsy w samochodzie, przypięte, kilka sekund ciszy…. Odpalamy silnik no i się zaczyna… Ja rozumiem, że podróż samochodem to wielkie wydarzenie i jest to prawie jak święto (ciekawe czemu jest to tak rzadko?), ale w samochodzie zaczynają się dziać sceny dantejskie. Dziewczynki kłócą się między sobą, która będzie stała oparta o przednie fotele, kłócąc się i przepychając na zmianę… Po chwili BB uwalnia się z szelek i biega po całym samochodzie (jeszcze nie stworzyli szelek z których ona się nie wydostanie) Gumiś jako jedyny siedzi grzeczny i nie wie co się dzieje, jest cały poplątany przez siostrzyczki, po prostu istne szaleństwo. Poziom zdenerwowania z każdym kilometrem się podnosi…

Ufff, udało się! Dojechaliśmy na miejsce bez ofiar…. Teraz trzeba złapać BB która jak królik wyskakuje z samochodu, no bo przecież szelki są dla frajerów… Zuza wyrywa się, no bo skoro siostra może, to czemu ona nie? No i ten biedny Gumiś, któremu już nie podoba się że trzeba iść na spacer….

W drodze BB ciągnie smycz, niczym Rudolf sanie Mikołaja, Zuza chodzi od miejsca do miejsca i wszystko wącha, a Gumiś jak to Gumiś porusza się jak ciężki czołg.

Doszliśmy na miejsce, pierwsza myśl “nareszcie chwila spokoju” – nic bardziej mylnego. Przecież dwie osoby na trzy mopsy, to każdy wie że jesteśmy na przegranej pozycji. BB jest wszędzie, oczopląsu można dostać, a to na jakieś atrakcji, a to u jakiegoś człowieka, albo wymusza jedzenie (no bo to przecież mops z Etiopii, nigdy nie karmiony). Zuzia pilnuje wszystkich piesków dookoła żeby się dobrze zachowywały. Wprowadza swoje zasady na wybiegu, jak na “Sierżanta” przystało. A co robi w tym czasie Gumiś? Ciekawy świata synuś, chodzi i zwiedza… Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to że ma bardzo słaby wzrok i jak się za daleko oddali, to przerażony nie wie gdzie ma iść i się często gubi. Psiaki wymęczone i czas wracać do domu, znowu trzeba je złapać.

Podróż do samochodu jest zdecydowanie spokojniejsza i wolniejsza. Zmęczonego Gumisia nosimy na rękach. Kiedy dochodzimy do auta, następuje najpiękniejszy moment z całej rodzinnej wycieczki – powrót do domu, w ciszy i z niesamowitym i kojącym odgłosem mopsiego chrapania. Gzubisie po takiej dawce energii i emocji odpoczywają jeszcze cały kolejny dzień…. Ale trudno im się dziwić, przecież życie mopsa jest takie ciężkie….

A teraz, wyobraźcie sobie, że nie jedziemy kilku kilometrów, tylko jedziemy 300 km… 🙂

Tagi:
0